W sumie mam trochę żal do Portugalii, że nie wysłała żadnej konkretnej delegacji na pogrzeb naszego prezydenta. Jednak portugalska telewizja wyszła przed szereg i postanowiła pokazać ‘Katyń’ Wajdy. Mam nadzieje, że to pozwoli lepiej zrozumieć symboliczne znaczenie tego pogrzebu ludziom, którzy nie byli uwikłani w II wojnę światową…
23 kwietnia 2010
23 marca 2010
Wiosna zawitała do Portugalii!
07 marca 2010
Czekolada dobra na wszystko.
Pogoda jest dalej typu belgijskiego, czyli delikatnie mówiąc lekko depresyjna. Poziom wody w Tagu bije rekordy, czemu przyczyniają się po równo codzienne nawałnice i wschodni sąsiedzi. Na ustach wszystkich kryzys, czyli generalnie mówiąc chandra.
…A na chandrę najlepsza jest oczywiście czekolada. Najlepiej w dużych ilościach i różnym wydaniu. W tym tygodniu największa jej koncentracja pojawiła się w miasteczku Obidos, dzięki corocznemu Międzynarodowemu Festiwalowi Czekolady. (http://www.festivalchocolate.cm-obidos.pt/)
Gdy dojechaliśmy na miejsce wczesnym popołudniem pogoda była delikatnie mówiąc niepewna, ale chętnych nie brakowało. Zapach czekolady unosił się już z daleka i działał kojąco na oczekujących w kolejce po bilet ludzi.
W tym tygodniu cały Obidos żyje festiwalem jednak główne punkty imprezy znajdują się w ruinach zamku. Można tam obejrzeć wystawę ciast – Cake Show (odbywającą się w starym kościele).
(Tak, to wszystko to ciasta. Ciekawe jak je pokroić…)
Można także spróbować rożnych wyrobów czekoladowych w ciastkowej wiosce.
| | |
Ten wyrób jest czekoladopodobny… |
Można też zażyć zabiegów czekoladowo-kosmetycznych. W ogromnych namiotach, w których niczym czekoladowe bąbelki unoszą się brązowe baloniki odbywają się workshopy i pokazy. Oczywiście całej imprezie towarzyszy muzyka na żywo.
Jednak najważniejszym punktem festiwalu jest konkurs rzeźb z czekolady. Można tam zobaczyć min Colosseum, Itzę i Taj Mahal (całkiem sporych rozmiarów).
| Moja ulubiona…. | Czekoladowy Taj Mahal |
Swoją drogą ciekawe, kto to wszystko potem zje…
I pomimo braku słońca, kryzysu i chandry ludzie przynajmniej w tym jednym miejscu i czasie wyglądali na bardziej szczęśliwych (co dodatkowo potęgował fakt, ze wszyscy byli umorusani czekoladą). Cóż, czekolada jest dobra na wszystko.
26 lutego 2010
Oceanarium w Lizbonie
Za oknem znowu pada i wieje. W telewizji zapowiadają kolejny sztorm i delikatnie sugerują aby nie zostawiać samochodów w pobliżu rzek, drzew, latarni i rzeczy które przy wietrze wiejącym do 150 km/h wygazują tendencje samolotne. Zapowiada się kolejny weekend w domu. Muszę zrezygnować z moich planów – tym razem miała być Alfama. Poczekam na lepszą pogodę.
Mam za to chwile czasu żeby opisać (nie tak bardzo) ostatnią wizytę w jednym z najbardziej relaksujących miejsc w Lizbonie. Przekraczając jego progi wchodzimy do innego świata a wszystkie problemy zostają za drzwiami. Polecam zestresowanym, a mówię o oceanarium. W sumie nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, żeby je opisać bo jest to miejsce absolutnie wyjątkowe.
Sam budynek składa się z czterech stref znajdujących się wokół gigantycznego centralnego akwarium. Każda strefa ma dwa piętra co pozwala obserwować faunę i florę zarówno z powierzchni jak z pod poziomu wody.
Mamy więc część tropikalną, imitującą klimat, faunę i florę Seszeli. Dla mnie najpiękniejsza ze względu jej egzotykę. Można tam np. podziwiać rafy koralowe, słynne rybki Fugu i niezliczoną liczbę innych kolorowych żyjątek.
Część pacyficzna obrazuje krajobraz podobny do wybrzeża Kalifornii z podwodnymi lasami krasnorostów, zawilcami i baraszkującymi wesoło wydrami.
W kolejnej części panują warunki arktyczne. Jest naprawdę zimno. Temperatura nie przekracza 12 stopni więc radzę wziąć sweter. Oczywiście główną atrakcją są pingwiny.
Ostatnia część prezentuje klimat atlantycki od Azorów po Islandię. Temperatura tu jest już troszkę wyższa. Można tutaj obejrzeć większość gatunków ryb z menu typowej portugalskiej restauracji: dorsze, dorady i okonie.
Jednak to wszystko nic w porównaniu z głównym zbiornikiem. Mieści on 5000 m sześciennych słonej wody, a jego ściany są wykonane z 27 cm akrylu. Jego mieszkańcy pożerają tygodniowo 150 kg pożywienia. Można w nim zobaczyć wszystkie główne gatunki słonowodne, zaczynając od rekinów, przez płaszczki, makrele, barakudy i wiele innych.
Siedząc pod jedną ze ścian zbiornika można się poczuć jakby się siedziało na dnie morza a przepływające obok rekiny niemalże da się dotknąć.
Więcej informacji tutaj: http://www.oceanario.pt/
21 lutego 2010
W Portugalii też bywa zimno…
W zasadzie w tym miejscu miał być inny wpis, ale o tym potem…
Dzięki ostatnim burzom Madera znowu stała się słynna. Szkoda tylko, że okazja bardzo smutna. Nigdy tam nie byłam ale właśnie zaczynałam myśleć, że czas tam się wybrać. Teraz podróż raczej przełożę….
Mieszkam teraz niedaleko Lizbony, na wybrzeżu i obserwuje nadciągające znad oceanu czarne chmury. W telewizji zapowiadają, że ta sama nawałnica, która zniszczyła Funchal zmierza w stronę wybrzeża Portugali. Na szczęście znacznie osłabiona. (Sporo siły straciła demolując połowę wyspy.)
Postanowiłam się przejść nad brzeg oceanu i podziwiać żywioł (o ile mnie nie zdmuchnie). Fale wbijają się żarłocznie w brzeg, plaża praktycznie zniknęła a wiatr jest na tyle silny, że wystraszył nawet surferów. Niebo nad horyzontem czarne. Jutro pewnie przy wejściu na łódko-bus (którym dopływam do pracy) wręczą mi kapok.
I znowu zimno. Tutaj panuje ten specyficzny rodzaj zimna który przenika do samej kości. I choć termometr pokazuje 10-15 stopni to mam na sobie kozaki, długi płaszcz, szalik i czapkę. Tą ostatnią rzadko zdarzało mi się zakładać w Polsce nawet przy ujemnych temperaturach.
Szalik generalnie stał się moim przyjacielem i zdejmuje go tylko do kąpieli. Wszystko przez to, że 90% mieszkań jest bez ogrzewania. W tym moje. Temperatura w środku jest niemal taka sama jak na zewnątrz.
Także pogoda pokrzyżowała moje plany na karnawał. Karnawał w Portugali obchodzi się w nasze Ostatki. Tutaj jest to dzień wolny od pracy. Większość dzieci i także zadziwiająca liczba dorosłych chodzi po ulicach przebranych. Co mnie trochę zaniepokoiło, większość przebranych panów była w damskich słojach…. Poza imprezami w barach i dyskotekach każde miasto organizuje go na swój tradycyjny sposób. Ja chciałam jechać do Almeidy i obejrzeć przy okazji jarmark wędzonki (Feira do Fumeiro). Niestety dzień wcześniej zaczął padać śnieg i zamknięto drogi. (Tak, czasem tu pada śnieg, co oznacza, że temperatura jest bliska zeru, co oznacza, ze temperatura w domu tez nie jest wysoka). We wtorek wieczorem zaczęło lać i wiać co zniweczyło wszelkie plany wyjścia na miasto i koniec końcem wylądowaliśmy na kolacji u znajomych. Też było miło, ale zamiast opowiadać i pokazywać zdjęcia ze wspaniałych parad, marudzę jak mi zimno…. Może za rok będzie lepiej (cieplej).
11 stycznia 2010
Zupa z gwoździa po portugalsku – Sopa de Pedra
Portugalczycy potrafią przejechać pół kraju, żeby zjeść w takiej a nie innej restauracji. Zwłaszcza jeśli dana restauracja serwuje jakieś wyjątkowo regionalne danie lub wiąże się z nią jakaś historia.
Historia jakby znajoma…
Otóż pewnego dnia do wioski przybył mnich - żebrak. Był zmęczony i wygłodzony. Zapukał do drzwi pewnego miłego małżeństwa i pokazując kamień zapytał czy może z niego przyrządzić zupę.
Zaciekawiona para zgodziła się. Mnich został zaproszony do kuchni gdzie rozpoczął gotowanie. Najpierw starannie umył kamień, wrzucił go do garnka z wodą i postawił na ogniu. Następnie aby „poprawić” smak poprosił o trochę oliwy. Potem jeszcze o trochę mięsa, kiełbasy, grochu, ziemniaków i kolendry. Kiedy zupa była gotowa a kuchnia pełna smacznego aromatu mnich szybko zjadł zupę a na dnie został tylko kamień.
„A co z kamieniem ?” dopytywała się pani domu. –„Dzięki niemu znowu najem się do syta w domu jakiejś miłej rodziny.” - odpowiedział mnich.
Cała ta historia “wydarzyła się” w niewielkiej wiosce Almeirim niedaleko Lizbony. Rodzina, którą nawiedził mnich założyła później restaurację „O Toucinho”, której specjalnością jest zupa z kamienia (Sopa de Pedra). Tradycja ta jest kultywowana do dnia dzisiejszego a restauracje cieszy się dużym uznaniem.
Tyle historii ;)
Gdy docieraliśmy do „O Toucinho” pod jej drzwiami ustawiła się spora kolejka. Była niedziela, więc całe rodziny wychodzą na obiad do restauracji. Ta była jedną z najbardziej obleganych w Almeirim.
Wyświetl większą mapę
Do „O Toucinho” można wejść przez kuchnię i przy okazji podejrzeć kucharki.
Poza zupą można tu także skosztować różnych rodzajów grillowanego mięsa. My obowiązkowo zamówiliśmy Sopa de Pedra. Jest ona bardzo swojska - z grochem i różnymi rodzajami kiełbasy i bardzo smaczna.
Na dnie wazy oczywiście znaleźliśmy kamień.
01 stycznia 2010
Niespodzianka od TAP
Portugalskie linie lotnicze spóźniają się jak każde inne. Jednak to co je wyróżnia to niezbyt subtelne poczucie humoru (na jednym z filmików które wyświetlają w trakcie lotu rozbija się samolot) i to że nie dają się zwariować (do posiłku podawane są metalowe sztućce). Na święta linie te, razem z lotniskiem w Lizbonie przygotowały kolejną niespodziankę :)